środa, 29 listopada 2017

Filmowa wizytówka

Jak niektórzy albo nawet wszyscy wiedzą, zrządzeniem Opatrzności Bożej od trzech lat jestem proboszczem parafii św. Marka Ewangelisty w Warszawie (jak ten czas leci). Od początku zależało mi na tym, by parafia była żywą wspólnotą, która budzi dobre skojarzenia. Z tego powodu już dwukrotnie zmieniałem stronę internetową parafii na bardziej nowoczesną, bogatszą i przejrzystą. Od pewnego też czasu chodził mi po głowie pomysł, by zrobić film o naszej parafii i zamieścić go na naszej stronie. Ucieszyłem się więc z inicjatywy internetowej telewizji Diecezji Warszawsko-Praskiej Salve TV, która w ramach projektu POD WEZWANIEM postanowiła nakręcić filmowe wizytówki wszystkich parafii w diecezji. Z pewną dozą niecierpliwości czekałem na naszą kolej. Ekipa telewizyjna pojawiła się w naszym kościele w lutym. Nagrywali niemal cały dzień. Zrobili też ujęcia z drona. Wczoraj, po długim czasie oczekiwania, filmik został wreszcie opublikowany na stronie naszej diecezji i w serwisie YouTube. Generalnie filmik mi się bardzo podoba, choć gdybym był reżyserem, pewnie nieco inaczej rozłożyłbym narracyjne akcenty. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że w tak krótkim czasie nie jest możliwy wyczerpujący opis parafialnej rzeczywistości, który wiernie oddałby całą jej specyfikę i bogactwo. Sądzę jednak, że efekt końcowy montażowych wysiłków filmowej ekipy jest więcej niż zadowalający. Zapraszam więc do obejrzenia. Może to zachęci niektórych do odwiedzin naszej parafii. Wszyscy goście są tu zawsze mile widziani, choć nie ukrywam, że najbardziej zależy mi na tym, by jej walory odkryli zwłaszcza ci, którzy mieszkają wprawdzie na terenie parafii, ale słabo albo wcale angażują się w życie naszej parafialnej wspólnoty. Kto wie, może poniższy filmik ich do tego zachęci? 



środa, 15 listopada 2017

Nowa Targowica

Rzadko odnoszę się w tym miejscu do bieżącej polityki. Dziś jednak nie zdołałem zdzierżyć i postanowiłem, w drodze wyjątku, skomentować to, co się wydarzyło parę godzin temu. Oto bowiem Parlament Europejski w Strasburgu przyjął w dniu dzisiejszym rezolucję przeciwko Polsce. Poparło ją 438 europosłów, w tym, niestety, większość posłów będącej w opozycji Platformy Obywatelskiej. Przeciwko było 152 parlamentarzystów. Rezolucja nosi znamiona dość bezpardonowego wtrącania się w wewnętrzne sprawy naszego kraju i jest wyrazem jawnej, coraz mocniej artykułowanej wrogości europejskiego mainstreamu wobec rządu w Polsce. Smutne, że tę ingerencję od pewnego czasu wspierają posłowie opozycji. Co więcej, są nawet jej głównymi inspiratorami. Tradycja Targowicy wydaje się ciągle żywa, niestety. Łukasz Adamski słusznie zauważył dzisiaj na portalu Wpolityce.pl, że motywacje ludzi pokroju Timmermansa czy Verhofstadta nie są bynajmniej tylko i wyłącznie czysto polityczne. Nie chodzi im bowiem tylko o to, by dokuczyć ludziom sprawującym władzę w naszym kraju czy nawet doprowadzić do obalenia ich rządów. Wojna przeciwko polskiemu rządowi wydaje się mieć także charakter wojny cywilizacyjnej. Prawicowy polski rząd, choć na pewno nie jest idealny, choć popełnia błędy, stara się jednak prowadzić podmiotową politykę na arenie międzynarodowej, a przede wszystkim nie poddaje się dyktatowi poprawności politycznej. Bardzo mocno broni chrześcijańskiej tożsamości Europy. Dlatego stanowi tak irytującą wszelkiej maści lewaków przeszkodę w przekształcaniu naszego kontynentu w jakąś postać eurokołchozu, będącego ucieleśnieniem utopijnych idei zbudowania nowego społeczeństwa, w którym ludzie nie są już poddani „opresji” tradycyjnych wartości ani tym bardziej nie podlegają wpływom takich "opresyjnych" instytucji jak rodzina czy Kościół. Wszystko, co sprzeciwia się ich inżynierii społecznej, jest przez nich określane mianem faszyzmu. Nieprzypadkowo posłowie z frakcji liberałów i socjalistów zaproponowali poprawkę, w której znalazły się i takie zdumiewające słowa: „Parlament Europejski potępia środki represji i akty prześladowania politycznego ze strony władz Polski, wymierzone przeciwko komunistom, antyfaszystom i innym demokratom. Niewiarygodne. Autorzy tych oszczerczych słów nie przyjmują do wiadomości, że komunizm był tak samo zbrodniczym systemem jak nazizm. Wszystko zaś, co jest negacją ich politycznych i ideologicznych koncepcji, jest dla nich faszyzmem, mową nienawiści lub nazizmem. Uważam, że dla lewicowych elit europejskich, zarażonych wirusem antykatolicyzmu, zasadniczym celem nie jest wcale sprawnie zarządzany związek wolnych i suwerennych państw, lecz tak naprawdę nowy, wyzuty z chrześcijańskiej tożsamości człowiek. Jest to aż nadto widoczne. Z przykrością czytałem tekst wystąpienia eurodeputowanego Janusza Lewandowskiego, posła reprezentującego Platformę Obywatelską. Przejdzie ono do annałów polskiego zaprzaństwa. Trudno się nie zgodzić z panią premier, która napisała na Twitterze: „Politycy, szkalujący swój kraj na forum międzynarodowym nie są godni jego reprezentowania”. Rozumiem, że są w naszym kraju ludzie, którym obecna władza się nie podoba. Mają prawo do jej krytyki. Mają prawo dążyć do tego, by w demokratycznej procedurze, jaką są wybory, straciła ona legitymizację do rządzenia. Ale uruchomianie sił zagranicznych do walki z demokratycznie wybranym rządem jest zachowaniem po prostu niegodnym, zasługującym na zdecydowane potępienie. Tak się po prostu nie godzi. Dlatego podpisuję się pod słowami Prezydenta Polski, który w ten oto sposób skomentował to publiczne linczowanie Polski: „Zachowanie i język posłów PO i ich koalicjantów w PE jest nie do zaakceptowania. To mowa kłamstwa, która uderza w Polskę, Polaków i nasze prawo wyboru. Gdzie szacunek dla demokracji?”. 

niedziela, 1 października 2017

Postęp szaleństwa

Włoscy filozofowie Alberto Giubilini, wykładający na University of Oxford, oraz Francesca Minerva wykładowczyni Ghent University opublikowali niedawno artykuł pt. „Partial-Birth and After-Birth Abortion”, w którym twierdzą, o zgrozo, że lekarze powinni mieć prawo odbierania życia noworodkom, których nie chcą biologiczni rodzice. Ten przerażający artykuł opublikowali w renomowanym piśmie zajmującym się etyką we współczesnej medycynie, a mianowicie w "Journal of Medical Ethic". Według nich noworodek nie jest jeszcze świadomy swojego istnienia, dlatego nie ma takiego samego prawa do życia co osoba taką świadomość posiadająca. Ich zdaniem od prawa do życia nowo narodzonego dziecka ważniejsze jest prawo rodziców do realizacji ich potrzeb, a tym samym do zabicia ich dziecka, jeśli widzieliby w nim przeszkodę w realizacji swojej wizji szczęśliwego życia. Zdaniem włoskich etyków wychowanie niechcianego dziecka może być zbyt dużym brzemieniem dla rodziny i społeczeństwa. „Nie możemy zakazać aborcji, tylko dlatego, że płód, a potem urodzone dziecko, mają jedynie potencjał, by stać się osobą” - napisali etycy, którzy zabijanie noworodków określili jako "aborcję po urodzeniu". Muszę przyznać, że lektura tego artykułu mną wstrząsnęła. Jeszcze bardziej wstrząsnęło mną odkrycie, że znaleźli się inni filozofowie, którzy zawartych w nim tez bronią, jak np. Michael Tooley czy Peter Singer. Niestety, takie są konsekwencje ofensywy ateizmu we współczesnym świecie i propagowania „świeckiej” etyki, która z założenia odrzuca prawo naturalne jako metafizyczną podstawę wszelkiego prawa stanowionego przez ludzi. Coraz częściej o prawie do życia ma decydować jedynie zestaw kryteriów arbitralnie ustanowionych przez tych, którzy „chcą być jak Bóg”. Zastanawiam się, czy to szaleństwo krzewicieli „postępu” kiedyś się w końcu zatrzyma.