niedziela, 1 października 2017

Postęp szaleństwa

Włoscy filozofowie Alberto Giubilini, wykładający na University of Oxford, oraz Francesca Minerva wykładowczyni Ghent University opublikowali niedawno artykuł pt. „Partial-Birth and After-Birth Abortion”, w którym twierdzą, o zgrozo, że lekarze powinni mieć prawo odbierania życia noworodkom, których nie chcą biologiczni rodzice. Ten przerażający artykuł opublikowali w renomowanym piśmie zajmującym się etyką we współczesnej medycynie, a mianowicie w "Journal of Medical Ethic". Według nich noworodek nie jest jeszcze świadomy swojego istnienia, dlatego nie ma takiego samego prawa do życia co osoba taką świadomość posiadająca. Ich zdaniem od prawa do życia nowo narodzonego dziecka ważniejsze jest prawo rodziców do realizacji ich potrzeb, a tym samym do zabicia ich dziecka, jeśli widzieliby w nim przeszkodę w realizacji swojej wizji szczęśliwego życia. Zdaniem włoskich etyków wychowanie niechcianego dziecka może być zbyt dużym brzemieniem dla rodziny i społeczeństwa. „Nie możemy zakazać aborcji, tylko dlatego, że płód, a potem urodzone dziecko, mają jedynie potencjał, by stać się osobą” - napisali etycy, którzy zabijanie noworodków określili jako "aborcję po urodzeniu". Muszę przyznać, że lektura tego artykułu mną wstrząsnęła. Jeszcze bardziej wstrząsnęło mną odkrycie, że znaleźli się inni filozofowie, którzy zawartych w nim tez bronią, jak np. Michael Tooley czy Peter Singer. Niestety, takie są konsekwencje ofensywy ateizmu we współczesnym świecie i propagowania „świeckiej” etyki, która z założenia odrzuca prawo naturalne jako metafizyczną podstawę wszelkiego prawa stanowionego przez ludzi. Coraz częściej o prawie do życia ma decydować jedynie zestaw kryteriów arbitralnie ustanowionych przez tych, którzy „chcą być jak Bóg”. Zastanawiam się, czy to szaleństwo krzewicieli „postępu” kiedyś się w końcu zatrzyma. 

piątek, 15 września 2017

Niezwyciężeni

"Niezwyciężeni" - tak brzmi tytuł nowego filmu animowanego, którego produkcję zlecił IPN. W zaledwie cztery minuty opowiada on w niezwykle sugestywny i piękny sposób o 50 latach heroicznej walki Polaków o odzyskanie wolności. Ma on rozpocząć międzynarodową akcję edukacyjną, której celem jest przedstawienie widzom polskiej perspektywy historycznej okresu 1939-1989. Konieczność prezentowania szerokiej opinii publicznej na świecie polskiego punktu widzenia na nasze niedawne dzieje jest czymś oczywistym i naglącym, szczególnie w obliczu stale powtarzających się prób jej zakłamywania. Świadczą o tym chociażby często pojawiające się w zagranicznych mediach określenie "polskie obozy śmierci", książki Jana Grossa czy Jerzego Kosińskiego, a także filmy takie jak obraz Władysława Pasikowskiego "Pokłosie" czy niemiecki serial "Nasze matki, nasi ojcowie". Film "Niezwyciężeni" zaprezentowano dzisiaj w Warszawie w siedzibie IPN. Narratorem polskiej wersji filmu jest aktor Mirosław Zbrojewicz, zaś wersji angielskiej - brytyjski aktor Sean Bean. Przygotowywana jest również rosyjska wersja tej produkcji. Muszę przyznać, że ta animacja zrobiła na mnie duże wrażenie. Jest naprawdę świetnie zrobiona. Zresztą, każdy może przekonać się sam. Uważam, że film wart jest, by go propagować. Taki atrakcyjny, bardzo profesjonalny sposób krzewienia najnowszej, niezakłamanej historii Polski bardzo mi się podoba. Dobrze, że jest taka instytucja jak IPN. 



Poniżej wersja w języku polskim: 



Jednak jeszcze mocniejsze wrażenie robi wersja angielska: 




niedziela, 20 sierpnia 2017

Niedziela w Val di Zoldo

Pogoda dzisiaj w Val di Zoldo była prawdziwie włoska: il cielo azzurro e il sole. Wybrałem się więc na spacer. Wędrowałem niezbyt trudnym szlakiem w stronę Rifugio Coldai. Po drodze napotkałem grupę włoskich skautów. Było ich ok. 70, a być może nawet więcej. Właśnie przygotowali się do Mszy Świętej. Widok tylu młodych ludzi gromadzących się wokół polowego ołtarza bardzo mnie ucieszył. A potem, już po powrocie z wędrówki, była Msza w kościele w miasteczku Pecol położonym u stóp Monte Civetta. I znów miłe zaskoczenie. Kościółek był wypełniony ludźmi. "Nie jest chyba tak źle z Kościołem we Włoszech" - pomyślałem. Zbudowało mnie też aktywne uczestnictwo wiernych we Mszy, a zwłaszcza ich głośny śpiew. Jeśli dodać do tego lekturę książki Tomasza Halika, którego uważam za jednego z najbardziej inspirujących współczesnych pisarzy religijnych, to dzień dzisiejszy muszę uznać za obfitujący w dobre duchowe doświadczenia. Niedziela, po wczorajszej smutnej sobocie, okazała się dniem radosnym - prawdziwie Dniem Pana. Dzięki Ci Panie!