sobota, 13 grudnia 2014

Catholics come home

Jestem właśnie po lekturze artykułu "Catholics Come Home", który znajduje się w najnowszym numerze tygodnika "Idziemy". Jego autor przedstawia trwającą od kilku lat w Stanach Zjednoczonych kampanię reklamową, dzieki której kilkaset tysięcy niepraktykujących katolików powróciło do Kościoła. Kampania polega głównie na wyświetlaniu spotów telewizyjnych zachęcających do odkrycia na nowo piękna Kościoła. Kampania przynosi znaczące efekty. Na przykład w Teksasie w diecezji Corpus Christi uczestnictwo w niedzielnej Mszy wzrosło dzięki tej kampanii o 18 procent. Zastanawiałem sie po lekturze tego artykułu, a zwłaszcza po obejrzeniu jednego z tych spotów, czy taka akcja równiez w Polsce przyniosłaby podobny skutek. Trudno powiedzieć. Z pewnością jednak musimy zacząć na poważnie myśleć o tym, co zrobić, by zahamować odpływ ludzi od Kościoła, a tym którzy już się z nim de facto pożegnali, by na nowo odkryli wartość bycia katolikiem. W mojej parafii jest to problem bardzo poważny, ponieważ na 10000 mieszkańców tylko 2000 uczęszcza regularnie na Msze niedzielne. Jeszcze nie wiem, co konkretnie należałoby zrobić, by ten problem rozwiązać. Na razie zdecydowałem, że kapłani z wizytą duszpasterską udadzą się nie tylko do tych, którzy o to poprosili w formie pisemnej, jak było do tej pory, lecz będą pukać do wszystkich drzwi ze świadomością, że wiele z nich nie zostanie otwartych. Warto jednak spróbować. Jeśli mamy wychodzić na peryferie Kościoła, o co apeluje papież Franciszek, to jest to jeden ze sposobów. Z pewnością jednak należy szukać innych form dotarcia z pozytywnym przesłaniem do tych, którzy się od Kościoła oddalili. To, co proponują organizatorzy kamapanii "Catholics come home", z pewnością jest ciekawą propozycją, choć zarazem trudną do zrealizowania w skali parafii. 




środa, 3 grudnia 2014

Pierwsze zaproszenie

dk. Grzegorz Owsianko
Dzisiejszy wieczór spędziłem w gronie państwa Adama i Bożeny Owsianko, którzy zaprosili mnie do swojego domu na kolację. Oboje bardzo angażują się w życie naszej wspólnoty parafialnej. Są między innymi członkami Rycerstwa Niepokalanej. Pan Adam służy często do mszy jako ministrant i lektor. Jest także naszym parafialnym elektrykiem wykonującym od czasu do czasu różne prace na rzecz parafii. Ostatnio na przykład naprawiał wiszący w moim pokoju żyrandol, w którym, nie wiedzieć czemu, wystąpiło zwarcie przewodów. "Chińszczyzna" - tak oto lapidarnie skomentował niespodziewaną awarię p. Adam. Najważniejsze jednak to to, że pan Adam i pani Bożenka są rodzicami Grzegorza, wieloletniego ministranta i lektora, który przed bodaj 8 laty wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych i już za pół roku, jeśli wszystko pójdzie dobrze, otrzyma święcenia kapłańskie, a następnego dnia odprawi w naszym kościele swoją mszę prymicyjną. Oglądaliśmy dzisiaj zdjęcia z jego święceń diakonatu. Nietrudno było zauważyć, że p. Adam i p. Bożena są dumni ze swego starszego syna, który postanowił pójść śladami św. Franciszka z Asyżu, a więc świętego bardzo mi bliskiego. Mają ku temu uzasadnione powody, bo Grzegorz wygląda na bardzo sympatycznego człowieka, co, jak sądzę, potwierdza powyższe zdjęcie. Robi też wrażenie inteligentnego i uduchowionego. Jeśli tylko nie dopadnie go jakiś ciężki kryzys wiary, z pewnością będzie dobrym zakonnikiem. Z jego rodzicami rozmawiałem jednak nie tylko o nim, lecz także o ich własnym życiu, zwłaszcza o niełatwych początkach ich życia małżeńskiego i rodzinnego naznaczonego zmaganiem się z niemałymi trudnościami materialnymi. Ich mieszkanie nie jest duże. Wcale im to jednak nie przeszkadza. Ich przykład pokazuje, że gdy domownicy naprawdę się kochają i szanują, to przestrzeń mieszkalna nie jest aż tak ważna. Szkoda, że tylu młodych dzisiaj tego nie rozumie. Iluż to ludzi mieszka w dużych, nowocześnie urządzonych mieszkaniach, w których jednak wieje chłodem. Mam nadzieję, że podobny, ciepły i rodzinny klimat, jaki panuje w domu pana Adama i pani Bożeny, panuje również w wielu innych mieszkaniach, w których na stałe przebywają pozostali moi parafianie. Nie łudzę się jednak. W naszej parafii na 10000 mieszkańców na niedzielną Mszę regularnie uczęszcza jedynie około 2000. Oznacza to, że mniej więcej ¾ mieszkańców bardzo rzadko korzysta z sakramentów świętych, a niektórzy z nich pewnie w ogóle. Trudno więc przypuszczać, żeby w ich domach rzeczywiście panowała atmosfera przepełniona Bożym pokojem i Bożą miłością. Kto odwraca się od Najwyższego traci Jego błogosławieństwo. Nie znam nikogo, kto by oddalił się od Boga i przez to stał się szczęśliwszym człowiekiem. Cieszę się jednak, że mimo postępującej w kraju laicyzacji wciąż jeszcze wiele jest u nas takich autentycznie chrześcijańskich domów i rodzin. Sądzę, że gdy po świętach zacznie się w naszej parafii wizyta duszpasterska, to nie jeden raz będę się mógł o tym przekonać. Na razie odczuwam wdzięczność wobec p. Adama i p. Bożeny za to pierwsze zaproszenie, jakie otrzymałem ze strony parafian, by ich odwiedzić. Szykują się następne, wygląda więc na to, że nie było to ostatnie tego typu spotkanie.